BLOG 46 (2018-12-06)

Współczesna fizyka mówi o tym, że czas może płynąć w drugą stronę. Chcąc przedstawić ostatni potok wydarzeń zacznę od końca. W ostatnich dniach listopada odbyliśmy premjerę „Eteru” w Krakowie, w Warszawie i w Rzeszowie, wcześniej uczestniczyłem w pokazach w Bydgoszczy (Camerimage), w Toruniu i Wrocławiu. A już po warszawskiej premjerze na Uralu w Ekaterynburgu odbyłem masterclassę ze studentami szkół filmowych z Rosji i ze świata (obok mnie bohaterem festiwalu był mój kolega Maciej Drygas), pokazując fragmenty „Eteru” i opowiadając o problemach, które towarzyszyły nam w pracy. Ze wszystkich pokazów dotąd najwięcej entuzjazmu odczuliśmy na rzymskim festiwalu (i mam na to dowody w postaci naocznych świadków i recenzji). W kraju proszono mnie o wiele wywiadów (Onet, Polityka, Tygodnik Powszechny, Rzeczpospolita, Wyborcza, Radiowa Dwójka, Telewizja Polonia i Kultura). Z recenzji pierwsze odezwało się katolickie „Idziemy”, zarzucając filmowi brak wyraźnego przesłania, co przywołuję na własną szkodę na dowód, że krytyka wyznaniowa miewa osobliwy punkt widzenia. Wszędzie indziej spotykam się z zarzutem „przesłanie jest zbyt wyraziste”. Wspominam „Idziemy”, bo to pierwsza jaskółka i mam nadzieję, że jej znany od lat recenzent nie podpowie tonu w innych mediach kościelnych. Ale zaczyna się wedle zasady, że pierwsze szturchańce dostajemy od tych, którzy wydają się bliscy. Piszę o tym w końcu w błahym głosie, bo w tyle jest problem w moich relacjach z Kościołem, jako że kilku biskupów (i prasa w postaci „W sieci”) krytykuje mnie za to, że głosowałem za przyznaniem subwencji „Klerowi”. „W sieci” wypomina mi przy okazji, że za peerelu byłem nagradzany. Zarzuty formułowane wobec mnie w sprawie „Kleru” są takie, jakbym to ja był autorem filmu, a przecież moja decyzja dotyczyła tylko pytania, czy taki film ma prawo powstać. Przy okazji. W Madrycie w rocznicę pontyfikatu prezentowałem „Z dalekiego kraju”.

Żeby nie pozostawać na relacjach z „Eteru” przypomnę, że toczą się nasze Torowe rozmowy w sprawie telewizyjnej antologji młodych o siedmiu grzechach głównych i czeka na decyzję mój autorski mini serial, który złożyłem przed dwoma miesiącami. Mówiło się kiedyś, że to młyny kościelne wolno mielą. Telewizyjne też.

Z osobliwych wydarzeń to październikowa podróż do Soczi na zaproszenie klubu Valdai, który jest rodzajem ideologicznego ThinkTanku przy prezydencie Putinie. Są tam zapraszani przede wszystkim różni „ex”, jak były premier Francji Raferain czy były komisarz europejski Prodi, ze strony rosyjskiej ministrowie kultury, oświaty i wice minister obrony oraz ideolog Karaganow czy wdowa po Sołżenicynie, a do tego politolodzy jak Ivan Krastev, który ma katedrę po Kissingerze w Georgetown University, wreszcie metropolita Tichon, który był członkiem panelu, który prowadziłem (tematem całego spotkania była przyszłość Rosji, która wytycza sobie własną drogę dalej od Europy, bliżej Azji, dalej od indywidualizmu, bliżej do chińskiej wizji społeczeństwa roju. Zapytałem, czy to oznacza dalej od chrześcijaństwa, a bliżej do konfucjonizmu, ale nie dostałem odpowiedzi. Natomiast ze strony władz rosyjskich padło kilkakrotnie zapewnienie, że Rosja od wieków jest konsekwentnie konserwatywna i taka jest jej tożsamość. Słuchali tego liczni amerykańscy lewacy spod znaku Chomskiego i myślę, że czuli się głupio). A ja byłem zaproszony po raz drugi (poprzednio sześć lat temu) i oczywiście konsultowałem przyjęcie zaproszenia z polskimi dyplomatami, ale nie uchroniło mnie to od ataków skąd inąd prorządowej prasy, a potem nawet „Pudelka”.

Patrzę wstecz w kalendarz na moje dwie podróże do Stanów – raz do Orchard Lake, gdzie obchodzono rocznicę pontyfikatu Jana Pawła II i na Uniwersytet Ann Arbor, gdzie pokazywałem „Rok spokojnego słońca” publicznie, a prywatnie w gościnie domowej u jednego z profesorów. „Eter” wydaje mi się tu trafił, a przy okazji dowiedziałem się o odkryciach, które zachwiały darwinowską teorją ewolucji, zastępując domniemane mutacje innym mechanizmem genetycznym. Widać nie tylko fizyka się zmienia, a w toku ewolucji nie jest wykluczone, że możemy dziedziczyć pewne cechy nabyte. Szkoda, że nie wiem więcej na ten temat, ale słyszę jak poważni ludzie mówią, że Łysenko przypadkiem miał w czymś trochę racji.

W świeżej pamięci mam jeszcze festiwal dokumentu w Jihlawie na Morawach, gdzie zgodnie z tradycją byłem jednoosobowym jury. Najbardziej podobał mi się belgijski dokument „Vacancy” o amerykańskich ofiarach własnych życiowych błędów. Dokument jako gatunek wchodzi w sferę psychologii dalej, niż by można się spodziewać. A festiwal w Jihlavie co roku zaprasza z odczytami różne postaci publiczne, które mówią o współczesnym świecie tak, by dokumentaliści nabywali szerszego spojrzenia. W tym roku takim mówcą był francuski politolog Rupnik (wykład o transhumanizmie), były burmistrz Hiroszimy i z Polski Adam Michnik, a kuluarach festiwalu krążył były kandydat na prezydenta Czech i były minister spraw zagranicznych książe Schwarzenberg. Piszę o tym z zazdrością (czy zawiścią), bo uczestniczyłem w katolickim festiwalu filmowym „Niepokalanów” we Wrocławiu i znów dyskusja odbywała się w jednomyślnym gronie przekonanych. Dla kontrastu zaznaczę, że najskromniejsza i najstarsza wyznaniowa impreza filmowa w Zamościu „Sacrofilm” od lat zaprasza ludzi z innych środowisk, od rabinów i imamów, po Agnieszkę Holland. Ze wszech miar chwała im za to.

Żeby nie było za dużo narzekania dorzucę, że udało mi się na katolickim festiwalu w Terni (we Włoszech) „Popoli a Religioni” doprowadzić do spotkania dyrektorów europejskich festiwali filmowych zorientowanych religijnie od Hiszpanii przez Włochy, Francję, po Armenję i Kijów. Dawny apel marksistów do proletariuszy wszystkich krajów przekłada się na chrześcijan ze zdumiewającym opóźnieniem. Przy okazji, dla kronikarskiej poprawności wspomnę, że miałem masterclassę na francuskim (katolickim) festiwalu filmowym w La Salette.

Do kroniki spotkań dodam te, które dla mnie samego były zaskoczeniem – po pierwsze w Niemczech pod Dortmundem spotkanie polskich i niemieckich psychiatrów, na które zaproszono mnie z odczytem „O świętości życia i wartości życia”, czyli o eutanazji w odwołaniu do mego filmu „Gdzieśkolwiek jest…”. Następnie spotkanie przedsiębiorców w Kutnie i bankowców spółdzielczych w Narwilu nad Narwią. Powtarzałem na nich myśli, które rozwijałem w moich wykładach inauguracyjnych, których miałem w tym roku aż trzy (w Płocku na miejscowej uczelni, na uczelni Łazarskiego i wreszcie, co było honorem najwyższym – w mojej uczelni macierzystej w Katowicach). Wszędzie w tytule miałem temat „Prawda w czasach nieprawdy, wiara w czasach niewiary”.

Umknęły mi w pamięci bardzo żywe spotkania z podpisywaniem moich książek w Lublińcu i w Elblągu, które każą mi ciągle powtarzać, że polska prowincja jest często żywsza od metropolii, że mimo emigracji jest liczna inteligencja , która stawia poważne pytania i jest najdalsza od politycznego czy religijnego fanatyzmu. Każdy z tych wyjazdów przynosi mi powiew optymizmu, który wyraża się w dziwnych skąd inąd słowach narodowego hymnu (kto śpiewałby o tym, że np. Francja może zginąć). Otóż „Jeszcze Polska nie zginęła”. I nie zginie, póki będą w niej myślący ludzie, a tych jest więcej niż się nam wydaje.

W planie prywatnym moja żona Elżbieta przeszła operację kolana. Mój przyjaciel z lat studiów, profesor Tarnowski, obchodził 80te urodziny, rychło wychodzi po rosyjsku mój wywiad rzeka, inna podobną książkę pisze dla Znaku Jacek Moskwa, jeszcze inną o mnie i o mojej żonie pisze poetka Barbara Gruszka-Zych i coś na mój jubileusz szykuje Stanisław Zawiśliński. Boję się tego zalewu drukowanego papieru. Pocieszam się, że przynajmniej filmy o mnie już powstały. Przekonuję się, że rocznice są czymś kłopotliwym, ale patrząc na Krzysztofa Pendereckiego widzę dla siebie przykład pozytywny. Takim był także Witek Sobociński, którego tak nie dawno fetowaliśmy na Camerimage i który odszedł dzień później. Zdążyłem napisać o nim wspomnienie w okolicznościowym albumie, który podpisywał w trakcie uroczystości. Przypomina się wciąż ksiądz Twardowski ze swym wierszem „Śpieszmy kochać ludzi, bo szybko odchodzą”.




Lista wpisów:


2018-08-16
2018-06-19
2018-05-11
2018-03-22
2018-02-16
2018-01-08
2017-11-03
2017-08-18
2017-07-21
2017-05-29
2017-04-18
2017-03-09
2017-01-20
2016-12-30
2016-11-14
2016-10-17
2016-09-22
2016-08-10
2016-07-13
2016-06-02
2016-03-30
2016-03-02
2015-11-27
2015-08-10
2015-06-08
2014-12-30
2014-10-09
2014-07-09
2014-04-25
2014-03-17
2014-01-14
2013-12-24
2013-10-09
2013-08-19
2013-08-01
2013-07-17
2013-07-01
2013-06-10
2013-06-04
2013-05-30
2013-05-17
2013-05-13
2013-05-06
2013-04-29
2013-04-22
Martin Scorsese - MASTERPIECES OF POLISH CINEMA BIP Kultura na Widoku