BLOG 42 (2018-03-22)

Zima miała w tym roku długą marcową dogrywkę stąd radość, że przyszła kalendarzowa wiosna. Późne mrozy to zagrożenie dla naszych roślin w ogrodzie. Wspomniałem o tym mimochodem w trakcie zajęć, jakie prowadziłem ze studentami Wileńskiej Akademji Sztuk, wyrażając obawę, że moja magnolia w ogrodzie nie dożyje wiosny. Sala niespodziewanie wybuchnęła śmiechem. Speszyłem się i poniechałem tematów ogrodniczych, a w czasie przerwy spytałem dziekana, co studentów tak mogło rozbawić. Dostałem konkretną odpowiedź. Kilka dni wcześniej media podały, że „magnolia” to był pseudonim pewnej bardzo wysoko postawionej osoby, która w czasach radzieckich współpracowała z KGB.

Patrzę na rozkład moich zajęć w minionym miesiącu i o wszystkim chciałbym napisać, tyle że, czasu i miejsca wciąż braknie. Pamięć naturalnie kasuje to mniej ważne, a tu najważniejsze kojarzy się z filmem. Powstała kolejna wersja montażowa „Eteru”, przypuszczam, że już ostateczna, według mojej rachuby dwunasta. Mało który film przysparzał tylu rozterek, ale to naturalne, bo próbuję opowiedzieć tę samą historię najpierw w porządku „przyrodzonym”, a potem wskazując tajemnicę (nie mogę napisać, że „odsłaniam” tajemnicę, bo odsłonięta tajemnicą nie jest. Żywię głębokie przekonanie, że świat wprawdzie jest racjonalny, ale nigdy nie da się poznać i zrozumieć, bo przenika go Tajemnica, która przerasta człowieka. Łatwo napisać takie zdanie, ale wyrazić je w filmie wydaje się niemożliwe, niemniej próbuję w nadzieji, że chociaż cień tego przesłania jakoś do widza się przebije.

Od początku pracy nad „Eterem” wiedziałem, że nie będę chciał współpracować z żadnym żywym kompozytorem, odczuwam zobowiązanie wobec pamięci Kilara i już pisząc scenariusz wybrałem fragment wagnerowskiego „Parsifala” i myślałem, że pojawi się tylko na początku i końcu filmu. Moja konsultant muzyczna, wbrew moim protestom, przygotowała wersję, gdzie tej muzyki jest więcej i muszę z pokorą przyznać, że znów nie miałem racji. Z większą ilością fragmentów „Parsifala” historja oddala się od dosłowności, tego, co było naszym ciągłym lękiem, by kostjum sprzed pierwszej wojny nie wywołał skojarzeń z wiedeńską operetką. Stąd ascetyczne kolory, powolne ruchy kamery i ucieczka od wszelkiej przesadnej ekspresji, do której zapraszał sam temat. W filmie jest bardzo wiele scen drastycznych, które pokazane ekspresyjnie mogłyby szokować, a nie tak, jak pragnę, budzić zastanowienie.

Musieliśmy nagrać parę postsynchronów tam, gdzie wichura zagłuszała na zdjęciach dialogi, a poza tym przyszło nam dubbingować węgierskich i włoskich aktorów. W jednej z trzech głównych ról wystąpił węgierski gwiazdor Zsolt László i w polskiej wersji filmu będzie mówił głosem Adama Ferency, przypadkiem też z pochodzenia Węgra. Przed laty pan Ferency dubbingował w moim filmie o Kolbem debiutującego u mnie Christophera Waltza (późniejszego zdobywcę dwóch Oskarów).

Myślę, że starczy już o filmie. Będzie jeszcze w przyszłości o nagraniu muzyki u Litwinów (warunek koprodukcji), na razie brudną wersję montażową pokazałem paru osobom, między innymi Pani Oldze Tokarczuk, która kiedyś pochlebnie zaopiniowała ten scenariusz dla PISFu, Munkowi Staszczykowi, Barbarze Janickiej, Barbarze Gruszce-Zych oraz paru księżom zaangażowanym w kulturę: Maciejowi Ziębie, Markowi Lisowi, Andrzejowi Lutrowi i Michałowi Leganowi. Z rozmów po filmie zapamiętałem spostrzeżenie, że dzisiejszemu człowiekowi łatwiej uwierzyć w Szatana, aniżeli w Pana Boga.

Z wydarzeń, które godzi się odnotować, był pogrzeb Antka Krauzego. Był naszym kolegą w Torze, dopiero w ostatnich latach oddalił się trochę od nas, ale bywał na dorocznych spotkaniach opłatkowych i chyba czuł, że nigdy nie odwróciliśmy się od niego. Było mi przykro widzieć, że dopiero pośmiertnie został uhonorowany odznaczeniem państwowym, na które zasłużył dawno temu.

Spostrzegam w moich notatkach kilka wizyt na Uniwersytetach Trzeciego Wieku, gdzie publiczności złożonej z moich rówieśniczek opowiadam, że lepiej pogodzić się ze starością, niż tracić godność pozorując, że zwyciężamy w walce z czasem. Pozwalam sobie na takie uwagi sprawdziwszy zawczasu, czy na sali nie siedzą ofiary chirurgji plastycznej, która sama w sobie godna jest nawet pochwały, ale często prowadzi do przesady i wtedy właśnie cierpi godność starości (udało mi się użyć słowa „godność” trzy razy w jednym akapicie). Nie sztuka udawać wieczną młodość. Sztuka się dobrze zestarzeć. Staram się uczyć tego w kontaktach ze słuchaczkami.

Odnotuję dwudniowe spotkanie ze studentami Gdyńskiej Szkoły Filmowej, podobnie spotkanie w Szkole Scenariuszy w Warszawie, nie wspominam już o regularnych, acz rzadkich zajęciach w Katowicach i w szkole Ślesickiego i Lindy w Warszawie. Jeszcze do tego wyskok do krakowskich Jaszczurów na pogadankę o genealogji. Nie miałem wtedy jeszcze do opowiedzenia przygody mojej kuzynki, która stała w kolejce do kasy w supermarkecie za mężczyzną w stanie wskazującym. Mężczyzna po długim chwianiu się na nogach, nagle upadł na podłogę i wymamrotał „K…, sygnet rodowy mi zleciał”. Mam nadzieję, że nie był członkiem związku szlachty polskiej. Cytuje ten niezbyt chwalebny incydent nie po to, by przyłączyć się do antyziemiańskich nastrojów, ale dlatego, że poszukiwanie rodowych korzeni nie powinno być monopolem klasy niegdyś uprzywilejowanej. O tym mówiłem w Krakowie.

Na zakończenie wracam do Wilna, jako że, byłem tam dwukrotnie: na targach książki i na master class. Jednocześnie wypadła wizyta prezydencka, a potem premjera RP. Mój pierwszy pobyt wiązał się z premjerą mojej książki „Strategje Życia” wydanej po litewsku. Przy okazji mogłem wręczyć Pani Prezydent egzemplarz i usłyszałem podziękowanie w nienagannej polszczyźnie, co przed kamerami telewizji miało charakter polityczny. Problemem politycznym jest także transkrypcja nazwisk na litewski, z którego usunięto między innymi literę „w”. Na ustępstwa nalegają nie tylko Polacy, ale także Chińczycy, bo ich nazwiska w transkrypcji angielskiej często zawierają tę literę i nie dają się wydrukować na formularzach wizowych. A przy okazji dorzucę spostrzeżenie, że na barokowym epitafium w kościele Bernardynów, nazwisko Tyszkiewiczów zapisane jest „Tyszkiewiczius”. Z „w”, ale z litewską końcówką. Myślę, że nasi potomni będą patrzyli z politowaniem na nasze spory literowo-narodowe.

Wyczerpałem moje sprawozdanie. Na koniec dorzucę, że mieliśmy w Torze spotkanie z potencjalnym niemieckim producentem do filmu o Krzysztofie Komedzie. Posuwa się naprzód projekt zainicjowany przez Bartka Żmudę o grzechach głównych. Ja sam zaczynam myśleć (bardzo mętnie) o jakimś następnym projekcie. Zrozumiałem, że zgłoszony powtórnie mój scenariusz o Królowej Jadwidze (już kiedyś blisko sfinansowania) nie zainteresował nowej władzy i w ten sposób uniknę czwartego filmu o świętym ( i tak pozostaję w tej konkurencji rekordzistą, co często obraca się przeciwko mnie).

Z ostatnich dni – krótki pobyt w Londynie, spotkanie z polską młodzieżą, a później pokaz „Struktury Kryształu”, na który przyszła moja aktorka z „Kontraktu”, „Imperatywu”, „Niedostępnej”, Leslie Caron, dwukrotnie nominowana do Oscara, ciągle aktywna i lubiana (po filmie były do niej liczne pytania). Co do pytań ze strony angielskiej publiczności, przykro mi czasem kiedy słyszę, że mój pierwszy film był najlepszy (bo po co robiłem pozostałe?). Teraz ktoś kto widział „Eter” twierdził, że to jest najlepsze co zrobiłem (wtedy też się pytam, czy mam robić coś jeszcze?). ZAIKS ma swoje stulecie i uhonorował mnie nagrodą życia. Czy po tym wypada jeszcze tworzyć? Na szczęście nienawistnicy uświadamiają mi co chwila, że to co robię to dno. A od dna należy się odbijać.

 

 




Lista wpisów:


2018-08-16
2018-06-19
2018-05-11
2018-02-16
2018-01-08
2017-11-03
2017-08-18
2017-07-21
2017-05-29
2017-04-18
2017-03-09
2017-01-20
2016-12-30
2016-11-14
2016-10-17
2016-09-22
2016-08-10
2016-07-13
2016-06-02
2016-03-30
2016-03-02
2015-11-27
2015-08-10
2015-06-08
2014-12-30
2014-10-09
2014-07-09
2014-04-25
2014-03-17
2014-01-14
2013-12-24
2013-10-09
2013-08-19
2013-08-01
2013-07-17
2013-07-01
2013-06-10
2013-06-04
2013-05-30
2013-05-17
2013-05-13
2013-05-06
2013-04-29
2013-04-22
Martin Scorsese - MASTERPIECES OF POLISH CINEMA BIP Kultura na Widoku