BLOG 27 (2016-07-13)

Często na spotkaniach z nieznaną publicznością przedstawiam się jako dinozaur. W tym miesiącu skończyłem 77 lat. Umarł mój perski kolega i znajomy Kiarostami. Był o rok młodszy. Podobnie jak Żuławski. W dialogach w „Obcym ciele” napisałem: „W tym wieku się umiera”. Myślę o tym z efektem odwrotnym do zamierzonego – zamiast nabierać dystansu do świata coraz mocniej cieszę się chwilą, widokiem z okna, deszczem, wichurą, burzą z piorunami i Beethovenowską ciszą po burzy jak w pastoralnej symfonii.

W Torze ciągle wiele prac wokół „Pokotu”. Odbyło się parę pokazów dla szczególnie zainteresowanych, tych co finansowali i będą dystrybuować. Mamy dobre sygnały. Mam nadzieję, że film będzie wydarzeniem – tak dalece odbiega od tego, czym zajmuje się większość kolegów i tak innego używa języka. Z projektów posuwa się naprzód scenariusz Kuby Stożka i projekt według „Nędzoli” Masternaka. Korzystam z lata i poprawiam „Eter”, szukam trochę jaśniejszych tonów – zło jest zawsze bardziej widowiskowe niż dobro, a „Eter” jest cały poświęcony złu.

Po jasnej stronie odnotowuję nagrodę „Pojednania” przyznanej mi przez zacne grono z Łęgowa pod Gdańskiem – w kapitule nagrodzony wcześniej Profesor Adam Rotfeld i arcybiskup Głódź. Z „Obcym ciałem” jeździłem na Zaolzie. Ze wspomnieniem o Krzysiu Kieślowskim do Muzeum Kinematografii w Łodzi. Na jeden dzień poleciałem do Nowosybirska, na kolejne dni filmu polskiego (w Rosji nie ma ostatnio wielu takich inicjatyw, ale Sybir rządzi się własnymi prawami). Dalej w ziemi moich przodków (w Spilimbergo) i we Friuli miałem Master Class dla studentów szkół filmowych z Włoch i Słowenii. Obok mnie podobne zajęcia prowadził Pupi Avati mój przyjaciel, reżyser, Katolik, będący od lat w czołówce włoskich twórców. Mój rówieśnik skutecznie marginalizowany przez nieprzyjaciół Pana Boga.

Idąc tropem twórców mego pokolenia świeżo obejrzałem „11 minut” i „Kosmos”. Oba wychodzą daleko poza przeciętność.

W kraju odbyłem zaliczeniowe rozmowy ze studentami Collegium Civitas. Jako belfer muszę się przyznać do wielkiej satysfakcji. Moje autorskie wykłady po polsku i po angielsku spotkały się z odzewem ze strony przyszłych socjologów, dziennikarzy, polityków i dyplomatów. Cóż może bardziej cieszyć niż odzew. Fakt, że z większością słuchaczy raz w toku semestru spotkałem się u mnie w domu przywrócił naszym kontaktom ludzki wymiar. W tym miesiącu miałem w domu dwie grupy młodych – z Jeleniej Góry i z Fundacji dla młodzieży wybitnie uzdolnionej. Każde z tych spotkań to wielka radość, za każdym razem w liczbie dwudziestu. Młodzi mieszkali u mnie przez weekend, smażyli sobie grille, dyskutowali o tym, co w życiu warto, a czego nie warto. Jako gospodarze mamy z żoną poczucie, że było ciężko, ale było warto.

W Szkole Wajdy trzydniowy maraton konsultacji scenariuszowych dla międzynarodowych uczestników. Samo czytanie bliska tysiąca stron przeprawia o ból oczu. Na mniejszą skalę to samo z konkursem scenariuszowym imienia Kieślowskiego.
Tu rozmowy z nominowanymi przed nami.

Do podsumowania miesiąca dochodzi jeszcze krótki wypad do Paryża i jednocześnie spotkanie w Warszawie z adeptami Szkoły Biznesu i rozmowa z młodzieżą Fundacji Kindle (głównie Ukraińcy uczący się w Polsce). Kiedy wyliczam te wszystkie działania to wydaje mi się, że życie wciąż przyspiesza biegu, a przecież mój wiek wskazuje, że powinno już zwalniać.

Patrząc raz jeszcze w kalendarz czerwcowy znajduje notatkę ze spotkania w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie znalazłem się za sprawą fundacji zatroskanej o rozwój społeczeństwa obywatelskiego i budowanie państwa prawa, odnotowuje też spotkanie w Ambasadzie Francji z okazji odznaczenia Róży Thun (kuzynki) i Profesora Karola Modzelewskiego. I jeszcze wizyta w TVP Kultura, gdzie wydaje mi się, że wciąż można poważnie mówić o rzeczywistości kulturalnej.

A propos tej rzeczywistości. W wycinkach z prasy prowincjonalnej znajduje głosy nieprzyjazne i to ze strony kleru. Pewien ksiądz w Siedlcach wytyka mi zdanie wypowiedziane przed laty w audycji Moniki Olejnik o tym, że ofiara Polańskiego brała (zapewne bezwiednie) udział w aferze szantażowej, którą prowadziła jej matka. Nie staję w obronie reżysera, ale z relacji o procesie, to co powiedziałem, wynika jednoznacznie. A ksiądz chce we mnie widzieć gorszyciela. Gorzej w Gdańsku, gdzie po nagrodzie „Pojednania” w kręgach kościelnych ktoś kolportował zupełnie niczym niepoparte pomówienie o moim udziale w jakiejś aferze obyczajowej, której bohaterem wprawdzie był katolik i reżyser, ale został nazwany z nazwiska i na pewno nie byłem to ja. Piszę o tym w przekonaniu, że trzeba odpowiadać na potwarze, bo milczenie sugeruje własną winę.

Z rzeczy milszych, to sporo dobrych recenzji zebranych za „Obce ciało” we Włoszech (ale też obiekcje ideologiczne ze strony tzw. progresistów). Przede mną jeszcze kilka premier tego filmu w różnych włoskich miastach. A w sierpniu, w Warszawie, próby mojej sztuki „Hybris”, którą wystawiam na Litwie, w Poniewieżu. A o wakacjach nie ma kiedy myśleć i może po prostu szkoda na nie czasu. Na starość już go mało.

 




Lista wpisów:


2017-05-29
2017-04-18
2017-03-09
2017-01-20
2016-12-30
2016-11-14
2016-10-17
2016-09-22
2016-08-10
2016-06-02
2016-03-30
2016-03-02
2015-11-27
2015-08-10
2015-06-08
2014-12-30
2014-10-09
2014-07-09
2014-04-25
2014-03-17
2014-01-14
2013-12-24
2013-10-09
2013-08-19
2013-08-01
2013-07-17
2013-07-01
2013-06-10
2013-06-04
2013-05-30
2013-05-17
2013-05-13
2013-05-06
2013-04-29
2013-04-22
Martin Scorsese - MASTERPIECES OF POLISH CINEMA BIP Kultura na Widoku