BLOG 26 (2016-06-02)

Studio Filmowe TOR z przyjemnością informuje wszystkich Państwa, iż w czwartek (9 czerwca 2016r.) o godzinie 22.35 stacja TVP2 wyemituje najnowszy film Pana Krzysztofa Zanussiego - „Obce ciało”.

Nie wiem z jakich czasów pochodzi śmieszne wyrażenie „niedoczas”, które choć językowo koślawe świetnie oddaje mój stan ducha – życie pędzi z zawrotną szybkością, dni migają przed oczami jak słupy telegraficzne widziane z okna pociągu (ta próba poetyckiej metafory to ślad po Kongresie Poetów, na którym byłem gościem w Warnie). Kongres dotyczył Słowian, do których się nie zaliczam zważywszy moje nazwisko. Poetą też się nie czuję, ale zaproszono mnie z wystąpieniem o perspektywach chrześcijaństwa, więc poleciałem broniąc tezy, że ta inspiracja się nie wyczerpała i że zawdzięczamy jej całą cywilizację techniczną, której nie stworzył buddyzm ani islam. Mówienie o roli rozumu i wiary i równowadze między modlitwą a praca, troska o życie wieczne i o byt na tej ziemi w prawosławnym świecie brzmi dość przekornie i dlatego nie żałuję dwóch dni straconych na udział w tej imprezie.

I tak zacząłem od końca. Warna to koniec maja, a maj zaczął się od Jury Festiwalu Off Camera w Krakowie. Przygoda bardzo sentymentalna, bo tam w Nowej Hucie ponad pół wieku temu zaczynałem od filmów amatorskich, które dziś nazwano by offem. W krakowskim konkursie brały udział filmy pełnometrażowe z całego świata wyselekcjonowane w taki sposób, że po wielu projekcjach miałem poczucie deja vu, czyli tego, że podobny film był już niedawno nagrodzony. Myślę, że to właśnie selekcjonerzy festiwali niepewni swoich rekomendacji odwołują się do tego, co już było, żeby się przypadkiem nie narazić przełożonym i tak przy braku jasnych kryteriów i wyrazistych gustów rodzi się konformizm wśród nonkonformistów.

Druga myśl, która wyniosłem z Krakowa dotyczy czegoś, co umyka prostej, racjonalnej definicji. To charyzma zderzona z przeciętnością. Kino, które z założenia akcentuje swoją niezależność, które chce iść przeciw bezmyślnej konsumpcji, to kino odrzuca standardy urody modelek i modeli stworzone w świecie reklamy i w zamian lansuje bylejakość zamiast szukać ludzi „pięknych inaczej” czyli charyzmatycznych; takich, którzy przykuwają uwagę, z którymi się łatwo identyfikować. Przypominam sobie brytyjską aktorkę Nowej Fali Ritę Tushingham, czy Francuzkę Jeanne Morau. Obie były charyzmatyczne, choć nie były jednoznacznie śliczne, tak jak nie był przykładnym amantem Belmondo czy Depardieu. Wydaje mi się, że kino offu nie szuka silnych indywidualności natchnione fałszywą myślą, że to niedemokratyczne, że bohater powinien być przeciętny, bo nikt od nikogo nie jest lepszy. Otóż w sztuce (podobnie jak w sporcie i w nauce) nie obowiązuje demokracja, wykonawcy są lepsi i gorsi, nie tylko ze względu na warsztat, ale przede wszystkim przez wzgląd na charyzmę, która porywa widza, każe mu się identyfikować z tym, a nie innym wykonawcą.

Inne, całkowicie cudzoziemskie jury nagrodziło „Obce niebo” Gajewskiego i „moją” aktorkę Agnieszkę Grochowską. Film o skandynawskiej ideologii odbierania praw do opieki nad dziećmi niedoskonałym rodzicom spotkał się w Polsce z niechęcią środowisk, które są opiniotwórcze. A film, niezależnie od ideologii jest wzruszający i szczery.

Moje jury przyznało wyróżnienie „Córkom dancingu”, w których dopatrzyliśmy się jakiejś tęsknoty za kulturą w zalewie popkultury. Czy widzowie to podobnie odebrali tego nie wiem (i którzy widzowie), ale jury FIPRESCI pod wodzą Rafała Marszałka dokonało tego samego wyboru.

Maj był także miesiącem moich premier we Włoszech. Jeździłem z „Obcym ciałem” do Ancony (gdzie równo trzy lata temu zaczynaliśmy zdjęcia), do Mediolanu i Verony, gdzie wynikła najciekawsza dyskusja na temat osądu przedstawionego świata. Widzowie spierali się o to, czy wstrzymanie się od ocen jest cnotą czy wyrazem tchórzostwa i obojętności. Lokowali moje „Obce ciało” na tle filmów o Wall Street i wielkich korporacjach i dali mi odczuć, raz jeszcze, że złe przyjęcie mego filmu w Polsce było wynikiem świadomych działań, na co z czasem mam coraz więcej poszlak.

Jesteśmy po projekcji nowszej wersji montażowej „Pokotu” Agnieszki Holland. Wydaje mi się, że jest jeszcze lepiej niż było. Może jeszcze można bardziej zewrzeć zakończenie, ale w materii autorskiej nie wolno nic sugerować. Agnieszka sama znajdzie rozwiązanie. Jako producent martwię się ciągle niedomkniętym kosztorysem. Zawiodły nas obietnice i martwimy się tym jak film skończyć.

W dalszych planach Toru scenariusz Kuby Stożka, który gotuje się już od dawna. Przybrał formę pierwszej wersji i korzystamy z wewnętrznych recenzji, żeby go jeszcze dopracować. Zakupiony przez Tor tekst książki Masternaka „Nędzole” znalazł w Niemczech potencjalnego reżysera. Szukamy współscenarzysty. W dalszych planach mamy jeszcze współpracę z Wojciechem Staroniem. A poza tym jesteśmy otwarci na niespodziewana propozycje.

Na festiwalu w Krakowie odciskałem dłoń w plastikowej masie. Robiłem to już kiedyś w koreańskim Puszan, gdzie wiszę obok Wima Wendersa. Poza tym w Międzyzdrojach jest kamyk „Struktury kryształu”, w Łodzi na Piotrkowskiej gwiazda, a w Zamościu odcisk moich butów. Czy mam napisać „Nom omnis moriar”? Czy tyle po mnie pozostanie jak celuloid się rozłoży, a płytki rozmagnesują? W Bystrzycy Kłodzkiej obok Kutza, Hoffmana i Gonery mam od maja swoje oblicze odlane w szkle. Nie wiem komu z nas z czasem ktoś oddłubie nos i okulary, ale z przejęciem myślę, że tak śmieszne są nasze zmagania z przemijaniem. Jeśli śmierć będzie przejściem do innego wymiaru poza czasem, to te nasze wysiłki żeby utrwalić pamięć będą wyglądały groteskowo.

Myślę o tym, zbierając reakcje na scenariusz „Eteru”. Będę go jeszcze zmieniał, ale wciąż brak mi mocnego akcentu na to, co jest światłem i nadzieją. Miłość trudniej wyrazić aniżeli każdą postać zła.

Pytam o „Eter” współpracowników – operatora Piotra Niemyjskiego, z którym obgadaliśmy już sposób jak będziemy fotografowali drastyczności tak, by istniały w domyśle, a nie na ekranie. Montażystka Milenia Fiedler doradziła mi inny sposób opowiadania drugiej części filmu – historii, którą nazwałem „tajną” i która może być pokazana oczyma Mefistofelesa. Joanna Macha rozgląda się za plenerami, propozycji twierdzy jest aż za wiele, bo i Cytadela Warszawska i Modlin i Przemyśl i wreszcie twierdze alpejskie, które proponują Włosi. Największe wątpliwości posiał we mnie Zbyszek Gruz wytykając w scenariuszu niedostatek przedstawionego dobra (rachityczny wątek Małgorzaty). Myślę jak to naprawić, wdzięczny tym, co krytykują dobrą wolą.

Mam paru potencjalnych koproducentów „Eteru” – odezwały się Węgry, Włochy, Ukraina, może jeszcze Litwa czy Austria. Temat jest na tyle międzynarodowy, że możemy złożyć budżet z kilku krajów.

Wracając do włoskich premier został mi w oczach obraz dworca kolejowego w Veronie. Czekałem na express do Mediolanu. Rano na peronie, daleko na ławeczce siedziała staruszka siostra zakonna z jakaś świecką. Tuż przed przyjazdem pociągu starej zakonnicy zrobiło się słabo, upadła na ziemię, ktoś dzwonił po pogotowie, a świecka towarzyszka starała się siostrze rozpiąć habit. Siostra ostatkiem sił broniła się, zapewne w obawie, żeby nie wyglądać nieprzyzwoicie. Mój pociąg ruszył i ten obraz został mi przed oczami. A tego samego wieczora w Krakowie wspominaliśmy Krzysztofa Kieślowskiego w dwudziestą rocznicę śmierci. Ten obraz z siostrą na peronie to jakby z jego filmu.

Miałem w tym miesiącu szereg spotkań z publicznością – wspomnę Akademią Filmu Polskiego w Kinie Kultura. Tradycyjna, coroczna wyprawa do Chełma, odczyt w Krynicy połączony z podpisywaniem mojej książki i wreszcie weekendowy festiwal w ukraińskim Czernihowie, gdzie dwa dni wyświetlano filmy o Majdanie i wojnie w Donbasie. Nagrodziliśmy bardzo dojrzały dokument o ochotnikach z głębi Rosji, którzy walczą przeciw Ukraińcom. Część publiczności festiwalowej opuściła salę. Nie chciała oglądać wroga. Z samego miasta Czernihow zginęło ponad sto osób, też ochotników. Składaliśmy kwiaty pod tablicą upamiętniającą ich nazwiska, towarzyszył nam płacz bliskich tych, co polegli. A na ekranie co chwila dramat umierania ludzi – młodych, naiwnych, pełnych entuzjazmu, przekonanych, że walczą z obu stron w dobrej sprawie. A przecież prawda jest jedna.

Czernihow to także wspomnienie Rzeczpospolitej – Tarnowscy, Dunin-Borkowscy z legendą godną Drakuli – prawo magdeburskie dla miasta, które przynieśli Polacy, a do tego wspaniałe pamiątki tej najstarszej kijowskiej Rusi – klasztor wygrzebany pod ziemią w kurhanie, mumie mnichów, a w rozmowach z ludźmi przeciwny irracjonalizm niezależny od wykształcenia – wiara w magiczne wartości wody z głębinowej studni, że jest czysta, bez żadnych domieszek, a przecież nie jest destylowana, więc powinna zawierać minerały, jakieś miejsce w klasztorze gdzie działa tajemna energia i nie pozwala stać prosto (mnie się jakoś udało), dużo pogaństwa, które przetrwało w umysłach przez całe tysiąclecia. W Polsce też czytam o neopoganach, którzy wolni od chrześcijaństwa mogą głosić nienawiść do Żydów. Ksiądz Heller mówi, że wszystko co istnieje, jest w jakiś sposób racjonalne. Wyjątek stanowi głupota. W „Obcym ciele” umieściłem dialog o tym, że podłość i głupota są wieczne, miałem nadzieję, że to tylko prowokacyjne zdanie, ale widzę, że to jest realistyczna obserwacja.




Lista wpisów:


2017-05-29
2017-04-18
2017-03-09
2017-01-20
2016-12-30
2016-11-14
2016-10-17
2016-09-22
2016-08-10
2016-07-13
2016-03-30
2016-03-02
2015-11-27
2015-08-10
2015-06-08
2014-12-30
2014-10-09
2014-07-09
2014-04-25
2014-03-17
2014-01-14
2013-12-24
2013-10-09
2013-08-19
2013-08-01
2013-07-17
2013-07-01
2013-06-10
2013-06-04
2013-05-30
2013-05-17
2013-05-13
2013-05-06
2013-04-29
2013-04-22
Martin Scorsese - MASTERPIECES OF POLISH CINEMA BIP Kultura na Widoku