BLOG 24 (2016-03-02)

Dwudziesty dziewiąty luty. Kuzynka mojej żony urodziła się w tym dniu i obchodzi dwudzieste trzecie urodziny, a przekroczyła już dziewięćdziesiątkę. Pierwsze urodziny miała w wieku lat czterech. Kalendarz płata figle. To wszystko od czasu kiedy papież Grzegorz skorygował bieg czasu, skreślił dziesięć dni i powstała dziura w historii. Dobry temat dla quizu albo dla kryminału. Zbrodnia popełniona w dniu, którego nie było. Kiedy lecimy samolotem przez Pacyfik, powiedzmy z Tokio do San Francisco tracimy jeden dzień życia. Po prostu w naszym życiu go nie ma. To dobrze uświadamia nam względność czasu.

A kalendarzem przez wieki rządzili Papieże (i dlatego prawosławni nie poddając się ich władzy dalej żyją czasem juliańskim, w którym wprawdzie zrównanie dnia z nocą następuje zupełnie nie wtedy co kiedyś, a rewolucja październikowa wybucha w listopadzie, ale władzy biskupa przeciwstawiono się skutecznie).

Biskup Rzymu władając kalendarzem musiał mieć swoich astronomów i ma ich do dziś. Speccola di Vaticano jest poważnym obserwatorium, formalnie w Castel Gandolfo, a rzeczywiście w Texasie, gdzie obserwuje się niebo. Ja natomiast przywołuje ten szczegół, by odwołać się do listu, który w swoim czasie Jan Paweł II skierował do dyrektora swego obserwatorium sugerując, by narzędzia pojęciowe, czyli tzw. Instrumentarium nauk ścisłych, zastosować we współczesnej teologii, tak jak Tomasz z Akwinu stosował całą wiedzę przyrodniczą i matematyczną swoich czasów.

Cytowałem ten list w mojej książce „Strategie życia” apelując po nazwisku do profesora Hellera, który wraz z profesorem Życińskim byli bardzo blisko Papieża i dobrze znali to wezwanie. Profesor Heller odpowiedział na mój apel i zaprosił mnie w grudniu do Filharmonii Rzeszowskiej na publiczną debatę, w której przedstawił swój scenariusz (jak to nazwał) czyli szkic kosmicznego dramatu, który łączył wizję religijną z perspektywą współczesnej nauki (profesor Heller jest także teologiem i księdzem). Zapis tego wydarzenia wisi gdzieś w Internecie umieszczony przez Wyższą Szkołę Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, a ja na wielu spotkaniach autorskich muszę odnosić się do tych niezwykle ciekawych myśli.

W lutym zdarzyło się to w Zamościu, na bardzo wartościowym festiwalu „Sacrofilm”, prowadzonym przez lata przez księdza Mokrzyckiego. Festiwal ten sięga do różnych religii, także niechrześcijańskich, organizuje debaty i udowadnia, że w niewielkim Zamościu, poza sezonem turystycznym, jest dosyć publiczności dla tak poważnej imprezy. Starałem się w trakcie wielu lat współpracy z Zamościem związać te imprezę z podobnymi festiwalami we Włoszech (Terni) i we Francji (La Salette), gdzie pojawia się wiernie inny duchowny – filmoznawca, Ksiądz Marek Lis.

W tym roku na „Sacrofilmie” pokazywałem odnowioną cyfrowo „Spiralę” i podpisywałem wraz z autorem Księdzem Markiem Lisem jego książkę o motywach religijnych w moich filmach (świetny rozdział o „Obcym ciele”).

Po Zamościu podróż do Brukseli, znów podpisywanie książek (tym razem własnych) w Domu Polskim prowadzonym przez pana Łupinę, a przy okazji nowe doświadczenie lotnicze. Małą Cessną lataliśmy nad Mons podziwiając linię Maginota. Mam za sobą parę lekcji pilotażu i jak dotąd szło mi zawsze nieźle, bo samolot odmiennie niż samochód nie lubi gwałtownych ruchów, a ja, będąc flegmatykiem, mam cierpliwość czekać na powolny skutek każde ruchu wolanta. Ta wyprawa była jednak dość przykra, bo wiał porywisty wiatr, wpadliśmy w bardzo niskie chmury, honor nie pozwolił mi się przyznać, że najchętniej wróciłbym na ziemię albo przynajmniej oddał stery.

Po Brukseli Berlin. Nasza EFA czyli Europejska Akademia Filmowa. Piszę „nasza”, bo uczestniczyłem w jej zakładaniu, a teraz jestem jednym z trojga Polaków w jej zarządzie. Mamy w tym roku w grudniu we Wrocławiu Europejskie Rozdanie Nagród w ramach wydarzeń związanych z „Europejską Stolicą Kultury”. A w Berlinie spotkanie sekretariatu łączyło się z otwarciem Berlinale i zakończeniem zdjęć do „Pokotu”, filmu Agnieszki Holland. Na dodatek był polski film w głównym konkursie i tam został zresztą nagrodzony, także Berlin wspominam dosyć miło, mimo że jest to festiwal stosunkowo najbardziej mi daleki. A na festiwalu jak zawsze spotkania i rozmowy o finansowaniu  przyszłych filmów. Dla mnie to znów sprawa aktualna, bo skończyłem scenariusz „Eteru”. W samolocie postawiłem kropkę i na pewno jeszcze wiele zmienię, ale jest już podstawa do produkcyjnych przymiarek.

Przed „Eterem” musiałem skończyć szkic projektu, który nosiłem w głowie już parę lat. Dałem mu tytuł „Dwie głowy ptaka” albo raczej „Ptak o dwóch głowach”, a rzecz jest o dwóch kobietach dość leciwych (pod osiemdziesiątkę), o ich wnukach i o tym, że ciągle chodzą nam po głowach myśli o tym, że są światy równoległe, że poza naszym życiem toczy się jeszcze jakieś inne życie. Przeżywał to kiedyś Krzyś Kieślowski i wyraził to „Podwójnym życiem Weroniki”. Byłem bardzo blisko tego filmu (formalnie jako współproducent), a wcześniej Krzysztof w „Przypadku” rozwinął mój pomysł z „Hipotezy”, tak więc choć w tym roku mija dwadzieścia lat, jak go tu nie ma, to jednak jest obecny skoro można nawiązać do jego wyobraźni. „Ptak o dwóch głowach” to dwie starsze kobiety, pomysł dla dwóch konkretnych aktorek: Mai Komorowskiej i Liv Ullmann. Liv widząc Maję na ekranie powiedziała mi, że to musi być jej siostra bliźniaczka. I stąd zrodził się pomysł scenariusza, który ma być uszyty na miarę dwóch aktorek. Liv przeczytała szkic i napisała, że jest gotowa zagrać. Zobaczymy czy przyjdą finanse. I czy na wszystko czas pozwoli, bo wszyscy nie jesteśmy już młodzi (pocieszam się tylko patrząc na bliski jubileusz dziewięćdziesięciolecia Andrzeja Wajdy, że niektórych ten zawód konserwuje).

Niektórych niestety nie. Odeszło dwóch kolegów. Andrzej Kotkowski, który mi kiedyś asystował i którego wspominam jako bardzo miłego człowieka z wielką kulturą osobistą. Drugi, Andrzej Żuławski był postacią wielkiego formatu i wielkich dokonań, z których osobiście szczególnie cenię „Diabła”, gdzie powiew geniuszu prezentował się na poziomie scenariusza. Moje osobiste relacje z Andrzejem były trudne, ale zawsze poprawne. Żałuję, że nie zdążyliśmy przyznać mu Orła za osiągnięcia życia.

Wspomnę jeszcze w lutym wyskok do Paryża na Festiwal Filmów Europejskich, gdzie pokazywałem „Cwał”, który kiedyś w Polsce na festiwalu w Gdyni koledzy uznali za niegodny głównej nagrody i dlatego nie przyznano żadnej (co Juliusz Machulski skwitował zdaniem, że strzelamy sami sobie samobója). Dziś, po tym jak „Cwał” znalazł się w Cannes, wraca we Francji przy różnych okazjach jako przyczynek do zrozumienia czym był „realny socjalizm”.

Patrzę w lutowy kalendarz. Mam za sobą krótki weekend w Rzymie, z grupą polskiego biznesu, na seminarium (master class) zorganizowanym przez jedną z fundacji, w której działam („Centrum Twórczości Narodowej” czyli „Karuzela Kultury”). Mieliśmy jako temat zastanowienie nad tym, czym są „znaki czasu”. Jak rozpoznać to, co dopiero nadchodzi. Odbyliśmy spotkanie z politykami, wypowiadali się ambasadorzy, dostąpiliśmy „Baccia Mano” u Papieża Franciszka, towarzyszył nam biskup Tadeusz Pieronek i myślę, że cała wyprawa wpisuje się program fundacji, która stara się ukazać biznesowi czego może oczekiwać od kultury (czego kultura oczekuje od biznesu jest banalne – chodzi zawsze o materialne wsparcie).

Trudno skończyć nie robiąc żadnych odniesień do chwili obecnej. We wszystkich podróżach towarzyszą mi pytania o to, co dzieje się w Polsce. Staram się nie ulegać emocjom, mówię o moim zaniepokojeniu, ale nie mówię jeszcze, że się trwożę, staram się racjonalne rozwijać myśl o tym (powiedziałem tak do ONETU), że nadmierna koncentracja władzy jest zawsze niebezpieczna. Najsilniejsze są społeczeństwa, gdzie panuje największy konsensus, czyli zgoda i tam zwykle jest słaba władza (weźmy Konfederację Szwajcarską). Mocna władza to Białoruś czy Północna Korea. Społeczeństwa w tych krajach są słabe. Słysząc zarzuty w zachodniej Europie o to, że się oddalamy od Unii mówię, że to nam nie grozi, jesteśmy głęboko zakorzenieni w świecie zachodnich wartości, a tymczasem to często Zachód na naszych oczach te wartości zdradza.

Na koniec; w pierwszych dniach marca nagrywam dla kanału Kultura audycję na Święta Wielkanocne. Cieszę się z tego zaproszenia. Mam nadzieję, że TVP wesprze moje filmowe projekty i nie będę przeżywał powtórki z ponurych przygód z „Obcym ciałem”. A swoją drogą, na wyznaniowym festiwalu „Gorzkie żale” mój film się nie zmieścił, bo moi bliscy nowej władzy współwyznawcy uznali, że jest dla nich zbyt kontrowersyjny. A więc nie zmieniło się tak wiele.

 




Lista wpisów:


2017-05-29
2017-04-18
2017-03-09
2017-01-20
2016-12-30
2016-11-14
2016-10-17
2016-09-22
2016-08-10
2016-07-13
2016-06-02
2016-03-30
2015-11-27
2015-08-10
2015-06-08
2014-12-30
2014-10-09
2014-07-09
2014-04-25
2014-03-17
2014-01-14
2013-12-24
2013-10-09
2013-08-19
2013-08-01
2013-07-17
2013-07-01
2013-06-10
2013-06-04
2013-05-30
2013-05-17
2013-05-13
2013-05-06
2013-04-29
2013-04-22
Martin Scorsese - MASTERPIECES OF POLISH CINEMA BIP Kultura na Widoku