BLOG 21 (2015-06-08)

Porzuciłem już zamiar dalszego pisania tego bloga, a tu dociera do mnie wiadomość, że tę stronę odwiedza parę tysięcy osób więc natychmiast zmieniłem zdanie i stawiam się przed Państwem z relacją  z naszych, torowskich, a także moich osobistych działań.

W Torze naszym projektem flagowym jest film Agnieszki Holland według Olgi Tokarczuk - „Pokot". Od dłuższego czasu cały zespół Toru pracuje nad zdobyciem finansowania na ten projekt. Mamy już wsparcie Instytutu Filmowego, ale to zaledwie połowa budżetu (tak przewiduje regulamin). Liczymy na wsparcie Ministra Kultury, dogadujemy się z koproducentami, szukamy funduszy regionalnych, aplikujemy do Eurimages, czyli europejskiego funduszu wsparcia, który działa przy Radzie Europy (w której zasiadałem dwadzieścia pięć lat temu, kiedy budowaliśmy zręby systemu publicznego wsparcia dla produkcji transgranicznych czyli obejmujących kilka krajów). Nie bez znaczenia jest fakt, że Rada Europy obejmowała wszystkie kraje regionu, nie tylko członków Unji, i dlatego miała szersze pole działania i stwarzała szansę dla inicjatyw filmowych pochodzących ze słabszych gospodarczo krajów, ale dysponujących energją twórczą, której krajom „starej Europy" często braknie.

Projekt Agnieszki Holland jest ambitny i wysoce oryginalny, będzie dużą nowością w jej filmografii, ale sfinansowanie go to wielka praca o której, kiedy film już powstanie wszyscy zapominają. A dziś małe grono naszych współpracowników pracuje często po godzinach, w weekendy wypełniając niezliczone dokumenty, na podstawie których możemy ubiegać się o wsparcie. Zdjęcia do filmu ruszają latem, po czym będzie przerwa bo więcej niż połowa zdjęć odbędzie się zimą.

Z innych działań wspomnę wydanie DVD filmu Magdy Piekorz „Zbliżenia”. Mam nadzieję, że ten zabieg da filmowi nowe życie, na które w moim przekonaniu zasługuje.

Zmagamy się z rekonstrukcją cyfrową kolejnych filmów Toru, o tytułach przeznaczonych do rekonstrukcji musimy decydować w uzgodnieniu z wieloma instytucjami, które współfinansują te prace biorąc pod uwagę czynnik rynkowy. Na niektóre tytuły po rekonstrukcji czekają różne telewizyjne kanały, innymi staramy się je zainteresować i natrafiamy na opór - decydenci młodego pokolenia mają taką pamięć o naszych filmach, jaką przekazała im krytyka, a ta często kapryśnie zmienia zdanie.

Zmagamy się także z większym problemem dotyczącym całego filmowego rynku. Uchwalona dziesięć lat temu ustawa o kinematografii zakładała, że mecenat publiczny będzie się odbywał zarówno przez Instytut Kinematografji, jak i przez Telewizję Publiczną. Brak ściągalności abonamentu spowodował, że telewizja w niewielkim stopniu może dokładać się do produkcji i co gorsza obniża stawki za wyświetlanie naszych filmów. Stąd też ubożejemy. Tor miał kiedyś bardzo stabilną pozycję finansową. Dziś czujemy, że na dłuższą metę nasz model działania będzie zagrożony - dotychczas z naszych zysków ze sprzedaży dokładaliśmy zarówno do produkcji jak i do rekonstrukcji naszych filmów. Dziś widzimy, że na dłuższą metę nie będzie to możliwe.

Winien jestem jeszcze relację z mych osobistych działań. Odbywam szereg podróży. Większość z nich to udział w Festiwalach, w których uczestniczy „Obce ciało” lub gdzie jest pokazywany zestaw wybrany przez Martina Scorsese: Polish Classics. Czasami (jak w Londynie) obie okazje udaje się połączyć. Z serią Polish Classics byłem także w Pekinie. A za to w Teheranie miałem master class ze studentami. Tradycyjnie odwiedziłem mój zaprzyjaźniony Uniwersytet w Barcelonie z Master Klasą o sztuce narracji, a „Obcemu ciału” towarzyszyłem w Wiedniu, a także na paryskim festiwalu kina europejskiego i w bardzo wielu miejscach Polski (Opole, Sandomierz, Chełm, Toruń). Wszędzie przedstawiałem mój film jako najgorszy film roku według wyroku kapituły „Wężów". Komentarzy nie wypada mi cytować, bo nie były zbyt pochlebne dla rzeczonej Kapituły. W dzisiejszej podzielonej Polsce większość ludzi jest na „tak" albo na „nie" nie wdając się w argumenty. Kiedy pokazuję „Obce ciało” za granicą, mam wrażenie, że jeżdżę z innym filmem.

W moim życiu zaszło jeszcze jedno wydarzenie. Wyszła moja książka po tytułem „Strategie życia czyli jak mieć ciastko i je zjeść". Tytuł na wpół poważny na wpół żartobliwy. Snuję rozważania o życiu, o różnych typowych rozdrożach, na których stajemy w kolejnych etapach życia. Cytuję czasem jakieś sceny z moich scenariuszy (i dzięki komórkom można je obejrzeć na ipadzie). Wydało mnie Wydawnictwo Poznańskie i miałem zaszczyt jako autor zasiąść na kanapie literackiej w trakcie targów książki na Stadionie Narodowym w Warszawie. Piszę o zaszczycie bo jako filmowiec mam ciągle respekt niemalże magiczny wobec starszej muzy, która odpowiada za Literaturę. Wątpię, czy młodsze pokolenie z epoki audiowizualnej odczuwa podobny kompleks.

Pora kończyć. Po wszystkich przykrościach których doznawałem i doznaję po moim ostatnim filmie nie łatwo jest się zabrać do pisania kolejnego scenariusza. Dziękując za Super Wiktora, którego niedawno odbierałem, westchnąłem przed kamerami, że inaczej wyobrażałem sobie starość. Myślałem, że to będzie czas żniwa a tymczasem to czas nasilonej walki i zaostrzającej się niezgody na świat, który mnie otacza. Super Wiktor został mi przyznany jako przeciwwaga Węży. Jeśli porównać skład obu kapituł widać różnicę ciężaru, ale to tylko niewielka pociecha. A trzeba wielkiej, żeby znowu pragnąć odezwać się publicznie. I zrobię to pisząc w dalszym ciągu mój scenariusz „Eter” o złu ucieleśnionym, a także rozwijając inny projekt dla dwóch wielkich aktorek, o którym myślę już od wielu lat. Popycham wreszcie jeszcze jedno przedsięwzięcie - projekt włosko-francuski według sztuki mego włoskiego przyjaciela, którą inscenizowałem już na scenie i  wreszcie w zamrożeniu mam napisany już szkic scenariusza z rodzinnym motywem, o budowie koleji transsyberyjskiej w Harbinie. Miała to być produkcja rosyjska, a to w tej chwili przyszła niedobra koniunktura tak dalece, że ja nie zdołałem towarzyszyć mojemu „Obcemu ciału” na Międzynarodowym Festiwalu na Zabajkalu bo otrzymałem wizę, która uniemożliwiła całą podróż (w dwa dni nie da się obrócić z Europy do Czity i z powrotem.)

I ostatnie ale bardzo dla mnie miłe. Ukazało się nakładem uniwersytetu w Opolu wydawnictwo teologa i filmologa za razem - Księdza Marka Lisa „Przewodnik Teologiczny” o motywach chrześcijańskich w moich filmach. Książka niezmiernie skromna, złożona niemal z samych cytatów przemyślnie wybranych i skomentowanych. Mam sezon na książki o mnie bo we Francji Alain Martin, biograf Krzysztofa Kieślowskiego, także wydał o mnie książeczkę, wydaje mi się, że świetną. Ja sam napisałem przed laty tekst pod tytułem „Pora Umierać” i teraz oświadczam, że wcale nie zamierzam spełnić tego postulatu ani też przyjąć posady podstarzałego klasyka. Wolę dalej zmagać się ze światem w imię tego, o czym jestem święcie przekonany.

 

 




Lista wpisów:


2017-05-29
2017-04-18
2017-03-09
2017-01-20
2016-12-30
2016-11-14
2016-10-17
2016-09-22
2016-08-10
2016-07-13
2016-06-02
2016-03-30
2016-03-02
2015-11-27
2015-08-10
2014-12-30
2014-10-09
2014-07-09
2014-04-25
2014-03-17
2014-01-14
2013-12-24
2013-10-09
2013-08-19
2013-08-01
2013-07-17
2013-07-01
2013-06-10
2013-06-04
2013-05-30
2013-05-17
2013-05-13
2013-05-06
2013-04-29
2013-04-22
Martin Scorsese - MASTERPIECES OF POLISH CINEMA BIP Kultura na Widoku