BLOG 16 (2014-03-17)

Kończy się główny temat tego blogu. Obce Ciało jest już gotowe. Zamknęliśmy zgranie, operator Piotr Niemyski przeprowadził korektę barwną, poprawiliśmy napisy angielskie i polskie, zrobiliśmy jeszcze francuskie na użytek festiwali. Zaczął się czas pokazów i poszukiwania agentów sprzedaży. Zgłosili się chętni we Francji i w Stanach. Zbieramy o nich informacje i czekamy na oferty.

Film pochodzący z Polski nie ma na rynku łatwego życia. Ostatnio dyrektor Bierlinale Dieter Koslik oświadczył, że w naszej części Europy w tym roku żadne interesujące filmy nie powstały, po czym w programie jego festiwalu znalazła masa filmów miernych z innych części Europy i świata. Zgodnym zdaniem krytyki światowej program Bierlinale był jednym z najgorszych od lat, a tymczasem w Rosji, na Węgrzech, w Czechach, a przede wszystkim w Polsce pojawił się cały szereg filmów interesujących, wbrew temu co twierdzi Dieter. Gust selekcjonerów festiwali coraz częściej odrywa się od jakiekolwiek skali wartości, bywa wyrazem fobii albo szczególnych upodobań, a za wszystkim stoją jeszcze niejasne powiązania z różnymi grupami interesów. Złoty czas festiwali filmowych już minął, a bez festiwali filmy z mniejszych krajów nie mają szans dotrzeć do publiczności za granicą.

Myślałem o tym wszystkim uczestnicząc w lutym w Nowym Jorku w otwarciu przeglądu polskich filmów w Lincoln Center pod auspicjami Martina Scorsese. Przegląd obejmował dwadzieścia filmów polskiej klasyki, która została zrekonstruowana cyfrowo. Rekonstrukcja podlega na tym, że stary film zostaje przepisany na nośnik magnetyczny i wszystkie uszczerbki zostają wyrównane, koryguje się barwę i dźwięk i film wygląda znów jak nowy (a jak wiemy negatyw filmowy się starzeje, barwy blakną, obraz po wielu projekcjach pokrywa się siatką zarysowań. Rekonstrukcja cyfrowa jest bardzo kosztowna (chodzi o setki tysięcy złotych) i wymaga dobrej technologii. I tu w Polsce okazało się że jesteśmy w czołówce światowej i Scorsese firmuje swoim nazwiskiem nasz przegląd, bo chce zachęcić swoich rodaków, żeby większym stopniu zajęli się zabezpieczeniem amerykańskiej spuścizny filmowej.

W otwarciu przeglądu w Lincoln Center uczestniczył z polskiej strony Minister Kultury i ambasador z Waszyngtonu, frekwencja była świetna a przegląd pojedzie dalej do większych miast w Stanach. Odpowiadałem po pokazie Braw Ochronnych na pytania amerykańskiej publiczności i zdałem sobie sprawę z pewnym smutkiem, że mój film się wcale nie zestarzał. Wręcz przeciwnie korupcja i cynizm są dziś bardzo powszechną bolączką, szczególnie w świecie uniwersytetów i to co myślałem, że wraz z peerelerm przeminie, okazało czymś bardzo znajomym blisko czterdzieści lat później w kraju, gdzie mogliśmy przypuszczać, że wzorowo funkcjonuje demokracja.

Miniony miesiąc to także smutek związany z odejściem Edwarda Żebrowskiego. Przyjaźniliśmy się jeszcze na studiach, pisaliśmy wspólnie nasze pierwsze scenariusze. Uczyłem się od Edwarda sztuki posługiwania się słowem. W Torze Edward był reżyserem, scenarzystą, doradcą, kolegą, czasem mentorem. Długie lata gnębiła go choroba, wielu swoich planów nie zrealizował, smuci mnie, że w ostatnich latach znaleźliśmy się dalej od siebie i przyjmuję część winy za to, że moje nazbyt może intensywne życie oddaliło mnie od paru dawnych przyjaciół.

Na liście strat jeszcze jedno odejście, Irena Sławińska, rodowita Chinka, z którą miałem szczęście zaprzyjaźnić się w ostatnich kilkunastu latach. Zazdroszczę (ściślej zawiszczę )Bromskiemu jego współpracy z Chińczykami, chciałem iść w jego ślady i wraz z Ireną szykowałem parę tematów dla ewentualnej kooprodukcji. Wielokroć rozmawialiśmy o tym, jak daleko myślenie chińskie rozmija się z europejskim. Dla Europejczyków Irena napisała po polsku powieść inspirowana własna biografią.

Kiedy wymieniam wydarzenia miesiąca nie mogę pominąć koncertu w Teatrze Wielkim w Warszawie w trzecia rocznicę śmierci arcybiskupa Życińskiego. Z inicjatywy dyrektora Dąbrowskiego odbył się koncert muzyki z najwyższej półki: utwory Brucha i Pendereckiego (dyrygowane przez Mistrza), a na sali wypełnionej po brzegi znaleźli się artyści i inteligencja osierocona po odejściu tego niezwykłego człowieka. Zapowiadając wraz z Mają Komorowska koncert powiedziałem, że nam, twórcom brakuje Życińskiego i brakuje Go naszemu Kościołowi i w Polsce i na świecie. Życiński był człowiekiem przyszłości. Jako filozof nauki posiadł wiedzę z dziedziny nauk ścisłych, widział świat w niezwykle szerokiej perspektywie, był przy tym człowiekiem wielkiej ludzkiej dobroci. Jako polemista czasem kąsał boleśnie (i nawet się za to kajał). Był jednym z najbliższych ludzi Jana Pawła. Powiedziałem ze sceny, że dziś kto umniejsza zasługi arcybiskupa Życińskiego (a są tacy), ten deprecjonuje wielki pontyfikat.

W nowym semestrze zacząłem wykłady w Collegium Civitas - to ciągnąca się już od wielu lat moja przygoda z humanistami (politolodzy, przyszli dyplomaci, dziennikarze, socjolodzy). Prowadzę dla nich wykład autorski o Strategiach Życia (o tym samym próbuję skończyć książkę dla wydawnictwa poznańskiego). Przez parę lat podobne zajęcia prowadziłem na mechatronice Politechniki Warszawskiej. W publicznej debacie wypowiadam się o tym, jak potrzebna jest w społeczeństwie filozoficzna refleksja i praktycznie próbuję ją posiać. Na mojej rodzimej uczelni na Uniwersytecie Śląskim coraz częściej zamiast mówić studentom filmu o zawodzie, staram się im mówić o świecie, o potrzebie szukania sensu w chaosie zdarzeń. Język filmowy jest coraz powszechniej dostępny. Doświadczenie przynosi nawet telefon komórkowy, którym ludzie rejestrują swoje życie. Ważne są myśli i uczucia, które stoją za tym, co oglądamy na ekranie. Ktoś z wielkich klasyków kina na pytanie co ważniejsze: czy to o czym kino opowiada, czy też to jak opowiada powiedział: najważniejsze jest kto opowiada. Chciałbym, żeby ta świadomość była bardziej powszechna wśród naszych aktualnych decydentów w kulturze.

Ostania refleksja. Ukraina. Byłem w lutym, już trakcie Majdanu, w Dniepropietrowsku czyli na Wschodzie. Uczestniczyłem w festiwalu dokumentalnych filmów religijnych. Spotkałem wielu ludzi bliskich obozu ówczesnej władzy- usłyszałem od nich, że nastąpił punkt krytyczny. Tak dalej nie mogło się toczyć życie na Ukrainie. Teraz pytamy, a jak będzie się toczyć? Jak zbudować sztukę kompromisu, żeby godził sprzeczne interesy bez przemocy. Od lat mam różne wykłady w Kijowie i we Lwowie i widzę, jak dramatycznie rodzi się tam społeczeństwo nowoczesne, może jeszcze nie w pełni obywatelskie, ale to już nie jest owa czerń, o której tak pogardliwie pisał kiedyś Sienkiewicz. Na uniwersytecie Columbia miałem wykład na slawistyce o tym, co myślę o wydarzeniach za naszą wschodnią granicą. Po powrocie, dzięki inicjatywie Think Tanku uczestniczyłem w briefingu  wygłaszanym przez byłego prezydenta Kwaśniewskiego. Czuję, że moje pokolenie nie doczeka czasów, w których artysta będzie mógł stać zupełnie na uboczu, z dala od polityki. W marcu mam wystąpienie do biskupów Środkowej Europy o kulturze, później master class na północy w Republice Komi i rutynowe zajęcia w Moskwie na Wyższych kursach reżyserskich i scenariuszowych i pertraktacje o przyszłych koprodukcyjnych planach. Pierwszy raz pokażę fragmenty Obcego Ciała rosyjskiej publiczności na zamkniętym pokazie w prawosławnej akademii w Moskwie, a dalej w harmonogramie wyjazd do Bratysławy i do Włoch na posiedzenie sekretariatu Europejskiej Akademii Filmowej. I jak tu skończyć książkę i scenariusz, który właśnie u mnie zamówiono? Czeka mnie znowu pisanie w samolotach. Nihil Novi. To właśnie w samolocie napisałem kiedyś Barwy Ochronne. Jednym ciągiem lecąc z Australii do Europy.




Lista wpisów:


2017-03-09
2017-01-20
2016-12-30
2016-11-14
2016-10-17
2016-09-22
2016-08-10
2016-07-13
2016-06-02
2016-03-30
2016-03-02
2015-11-27
2015-08-10
2015-06-08
2014-12-30
2014-10-09
2014-07-09
2014-04-25
2014-01-14
2013-12-24
2013-10-09
2013-08-19
2013-08-01
2013-07-17
2013-07-01
2013-06-10
2013-06-04
2013-05-30
2013-05-17
2013-05-13
2013-05-06
2013-04-29
2013-04-22
Martin Scorsese - MASTERPIECES OF POLISH CINEMA BIP Kultura na Widoku