BLOG 9 (2013-07-01)

Film ciągle się zmienia, każda kolejna wersja montażu przesuwa akcenty, zmieniają się informacje: Czy moja bohaterka przyczyniła się do śmierci matki? Można tak opowiadać, żeby to było jasne - a można zostawić podejrzenie. Oglądam sceny klasztorne. Powodowany ostrożnością nie określiłem jakie to zgromadzenie – karmelitanki czy klaryski. Nie lubię zachowywać drobiazgowo realizmu, ale mam w pamięci moje niezliczone przygody w poprzednich filmach. Wystarczy minimalne odejście od Stosowanej praktyki i ktoś może uznać to za wyraz złej woli – w klasztorach często jeszcze czuje się atmosferę oblężonej twierdzy, jaką rzeczywiście odczuwało się w poprzednim ustroju. Dziś, także w kulturze, przeważa nieżyczliwe spojrzenie na ludzi kościoła. I niech się teraz okaże, że w moim filmie obłóczyny w klasztorze przebiegają trochę inaczej niż u klarysek czy karmelitanek. Ktoś może donieść za kraty klasztoru, że życie konsekrowane przedstawiono niezgodnie z prawdą. I dlatego moje siostry w filmie mają swoiste habity, jakich nie noszą rzeczywiste siostry – może to nadmiar ostrożności, ale pamiętam jak przed paru laty maleńkie zgromadzenie sióstr Jadwiżanek storpedowało mój projekt filmu o ich patronce. Z tej samej ostrożności nie nazywam ruchu, w którym działa mój bohater. Wzorowałem się na Focolarich Klary Lubicz, ale nie nazywam ich po imieniu, bo jeszcze z dawnych czasów zanim Watykan ich zatwierdził, pozostała im nieufność do środków masowej informacji, a za takie uważa się kino. Na kopji montażowej pojawiły się polskie napisy, dzięki czemu wszyscy współpracownicy mogą dokładnie rozumieć aktorów, kiedy ci grają po angielsku i po włosku. Sam czytając te napisy z pewnym zdziwieniem rozpoznaje zdania, które napisałem w scenariuszu.

Na ostatnim etapie montażu widać, jak czasem przestawienie jednej sceny, czy wycięcie jakiegoś zdania zmienia cały sens opowiadania. Pani Milenia przy każdej projekcji zaskakuje mnie pomysłami. W ogromnej większości są twórcze i czasem wyrzucam sobie, że sam na to nie wpadłem wcześniej. Od czasów, kiedy pracowałem w Stanach zrozumiałem, że reżyser nie powinien bywać w montażowni. Mój amerykański montażysta prosił mnie, żebym wychodził na korytarz, kiedy on męczył się z jakąś sklejką. Prosił o to tłomacząc, że trzeba utrzymać dystans do szczegółów. Montaż to są kolejne projekcje, na które zapraszam jedną czy dwie zaprzyjaźnione osoby, bo to pomaga wczuwać się w ich odbiór. Od bardzo wielu lat unikam montażowni – wolę ustalać zmiany przez telefon, wymyślam je patrząc w sufit przed zaśnięciem (znamienne, że zawsze pamiętam je rano).

Zakończyłem mój rok szkolny w Katowicach wciąż rozżalony na studentów reżyserji, którzy programowo unikają kontaktu z profesorami. Jak twierdzą – to z obawy byśmy nie wywierali wpływu na ich twórczą osobowość. Są oczywiście wyjątkowi, którzy szukają kontaktu i myślę, że tylko dla nich warto kontynuować te zajęcia. I jeszcze dla producentów – ci garną się bez zachęty i na zajęcia i na plan filmowy, bez strachu, że ulegną czyimś wpływom. Poza Katowicami mam od lat regularne zajęcia z Collegium Civitas w Warszawie – autorski wykład dla politologów, socjologów, dziennikarzy i innych, którzy się zapiszą. Na zakończenie jest egzamin, który właściwie ja sam zdaję, bo każdy student ma przedstawić sprawy, w których ze mną się nie zgadza. Tegoroczną sesję mam za sobą i jak zawsze pozostaję z żalem, że za krótko z nimi rozmawiałem. 

Na horyzoncie TORu czarna chmura. Nie dostaliśmy wsparcia na Śląsku dla filmu Magdy Piekorz (nie dostał go także film Rosy, mimo, że oba scenariusze pochwalono). Oszczędności, czyli brak środków. Co robić – ścinać budżet czy odkładać zdjęcia? Decyzję musimy podjąć razem z ekipą. Mój zastępca Janusz Wąchała jest mocno zmęczony samotną walką z morzem formalności. TOR obok tego, że produkuje, prowadzi cyfrowe rekonstrukcje naszych starych filmów. Dzięki temu możemy je dalej sprzedawać. Wchodzimy z lękiem na nowe media, w Internet – dotychczas byliśmy tylko piratowani. 

W tym sprawozdaniu z naszych działań zabrakło miejsca na opowieść o TORowych działaniach w więzieniu w Białołęce (miałem ogromnie ciekawe spotkanie ze skazanymi). Obok tego festiwal Młodzi i Film w Koszalinie (w 40 rocznicę powstania), premjera moich filmów wydanych na DVD w Paryżu (pięć filmów w odnowionej cyfrowej postaci) i żywa dyskusja z publicznością. Jeszcze do tego festiwal w Spoleto (mam tam za rok wystawić moją sztukę „Hybris”, równolegle z prapremierą w Pradze). 

W czerwcu wszedłem w 75 rok życia i czytam protesty wobec przedłużonego wieku do emerytury. W sztuce rządzą zupełnie inne prawa.




Lista wpisów:


2017-08-18
2017-07-21
2017-05-29
2017-04-18
2017-03-09
2017-01-20
2016-12-30
2016-11-14
2016-10-17
2016-09-22
2016-08-10
2016-07-13
2016-06-02
2016-03-30
2016-03-02
2015-11-27
2015-08-10
2015-06-08
2014-12-30
2014-10-09
2014-07-09
2014-04-25
2014-03-17
2014-01-14
2013-12-24
2013-10-09
2013-08-19
2013-08-01
2013-07-17
2013-06-10
2013-06-04
2013-05-30
2013-05-17
2013-05-13
2013-05-06
2013-04-29
2013-04-22
Martin Scorsese - MASTERPIECES OF POLISH CINEMA BIP Kultura na Widoku